25 lat: Zaczęliśmy konkurować z innymi firmami

Data publikacji:

„Na początku kolegom z innych spółek spodobała się samodzielność i wolność w  podejmowaniu decyzji…”- rozmowa z inżynierem ekonomistą transportu samochodowego, Mirosławem Kachnowiczem, emerytowanym pracownikiem Spółki INFRA-PORT, absolwentem Politechniki Szczecińskiej.

Agnieszka Przybylska: – Jak zaczął się Pana kontakt ze Spółką INFRA-PORT?

Mirosław Kachnowicz: – Najpierw pracowałem, od 1971 roku, w Zarządzie Portu. Byłem tam Kierownikiem Zakładu Transportu Samochodowego. Nasza jednostka była jedyną, która funkcjonując w ramach Portu prowadziła pełny wewnętrzny rozrachunek gospodarczy. Potrafiliśmy radzić sobie z fakturami; wiedzieliśmy, jakie są koszty, jak to się wszystko kształtuje. Ta  wiedza bardzo nam się przydała, gdy doszło do powstania 17 spółek pracowniczych. Dzięki temu, w jaki sposób funkcjonował nasz Zakład, po jego przekształceniu w TRANS-PORT Service (którego zostałem szefem) inni mogli się od nas wiele nauczyć, bo  widzieli, że sobie radzimy. Na  początku kolegom z innych spółek spodobała się samodzielność i wolność w podejmowaniu decyzji, ale  też zaczęli patrzeć, jakie  są koszty działalności, których wcześniej nie musieli liczyć. W 1994 roku TRANS-PORT Service połączył się z dwiema innymi spółkami pracowniczymi; były to TEL-PORT oraz BUD-PORT. W  ten  sposób powstała Spółka INFRA-PORT. Pierwszym prezesem nowej spółki został Prezes BUD-PORTU Stanisław Żytkowski. Pracowałem w Spółce INFRA-PORT w pełnym wymiarze, do 2007 roku, a  potem, już jako emeryt, pracowałem przez trzy lata na 1/2 etatu lub  na  1/3 etatu. Uważam, że  decyzja o  połączeniu spółek TEL-PORT, BUD-PORT i TRANS-PORT była właściwa, bo każda z nich osobno nie poradziłyby sobie, a jako INFRA-PORT przetrwały do dziś.

AP: – Jak ocenia Pan samo przekształcenie, które doprowadziło do utworzenia spółek pracowniczych?

MK: – Moim zdaniem przekształcenie było potrzebne, mimo iż nastręczało wiele problemów. To  był ciekawy czas, byłem do tego trochę przygotowany, jako kierownik samodzielnej jednostki, jak wcześniej wspomniałem. Wcześniej było tak, że przy każdym wydziale stał samochód ciężarowy i samochód dostawczy. Czy był kurs czy nie, chcieli te samochody mieć, by  były w pogotowiu. Po przekształceniu za taką usługę każda ze spółek dostawała od nas fakturę. Zaczęliśmy konkurować z innymi firmami i trzeba było patrzeć ekonomicznie; trzeba było lepiej niż dotąd, wykorzystać sprzęt i  pracę ludzi. Zaczęliśmy też szukać innych możliwości świadczenia usług. W pierwszej fazie, po przekształceniu, mieliśmy tzw. hotel, czyli dwa pokoje udostępniane kierowcom, którzy przyjeżdżali do portu i parkowali, a czegoś takiego wcześniej nie było. Oferowaliśmy wtedy odpłatne przewozy kontenerów. Prowadziliśmy stację diagnostyczną i warsztaty naprawcze, dla swoich pojazdów i odpłatnie, dla pojazdów z innych firm, a także sprzedaż paliw, kosmetyków i innych drobiazgów, na własnej stacji paliw. Ta stacja nie przetrwała, była w tym miejscu, gdzie teraz jest skład opon, należący do innej firmy.

AP: – Pracownicy z rozżaleniem wspominają utracone portowe „jubileuszówki”, dodatki za  wysługę lat…

MK: – Ludzie by chcieli, by było tak jak przedtem, kiedy pracowali w Porcie, gdy była stabilizacja ekonomiczna i stabilne zatrudnienie. Teraz jesteśmy (tzn. INFRA-PORT, dop. AP) spółką usługową. Jedne usługi są tańsze, inne droższe. Ludzie oceniają, że jeśli jedni przynoszą większy dochód, to są oni ważniejsi od tych, co przynoszą mniejszy dochód. Trzeba  jednak pamiętać, że  nie  wszystkie wypracowane środki wydawane są na pensje. Cała  infrastruktura (ogrzewanie, ciepła woda itp.), do tego opłaty dla Portu za dzierżawę terenu, budynków, sprzętu – to  wszystko daje bardzo wysokie koszty. Sprzęt, przynależący wcześniej do rejonów, zakładów portowych, został przez Port przekazany do spółek w  dzierżawę, a jeśli czegoś nie  chcieliśmy do spółek, to sprzęt był od razu likwidowany. Gdy  powstawały spółki pracownicze, to  miały bardzo mały kapitał, tylko z udziałów wykupionych przez pracowników oraz przez Zarząd Portu. Nie było więc innej możliwości zdobycia czegokolwiek, jak  wzięcie w  dzierżawę od Portu.

AP: – A jak rozstrzygały się wtedy losy poszczególnych pracowników Portu?

MK: – Spółki pracownicze utworzone zostały z wydziałów, rejonów czy zakładów wchodzących w skład struktury Zarządu Portu. Ludzie albo wchodzili do spółki wykupując udziały, albo, jak  nie chcieli zostać udziałowcami, mogli zostać pracownikami powstających spółek. Żeby   zostać wspólnikiem trzeba było złożyć deklarację i wykupić co najmniej jeden udział, za  odpowiednik dzisiejszej kwoty 50 złotych, to była wartość około 1/30 pensji. Zarząd Portu nie  był wtedy zainteresowany, by mieć zatrudnionych pojedynczych pracowników.

AP: – Jak radziliście sobie, w nowych warunkach?

MK: – Gdy mieliśmy kłopoty, to szukałem dodatkowych usług. Wpadłem wtedy na pomysł, by  robić w porcie odśnieżanie. Wygraliśmy, tylko że nie mieliśmy sprzętu. Za to nasi ludzie byli wspaniali! Łyżka koparki-ładowarki nabierała piasku, a pracownicy szli z łopatami i sypali ten piasek. A dziś? Jak patrzę, że mamy wspaniały, specjalistyczny sprzęt do  odśnieżania, który stoi bezużytecznie, bo przetarg wygrał jakiś prywaciarz, to serce mi się kraje…(chwila ciszy) A  przecież 100% udziałów naszej firmy ma Port! (w rzeczywistości 96% udziałów, dop. AP)

AP: – Jakie zasady sprawdzają się w kierowaniu zespołem?

MK: – Warto robić wszystko, by jednoczyć załogę, a nie skłócać i nie dzielić, a ponadto warto też doceniać ludzi. To nie zawsze muszą być pieniądze. Czasem wystarczy dobre słowo. Obecny prezes jest bardzo fajny i jest lubiany. Potrafi rozmawiać z pracownikami; nie  popełnia takich błędów niż jego poprzednik. Chętnie przychodzę na warsztat, by  porozmawiać z ludźmi, niektórych jeszcze pamiętam. Ludzie cenią dobrą atmosferę i  przywiązali się do Firmy, pracując tu przez wiele lat. Czują się tutaj też dobrze, bo znają się na tej pracy. Gdy idzie się do innej firmy to idzie się w nieznane, nie wiadomy jest i zakres pracy, i rodzaj nadzoru. Różnie bywa w  innych miejscach, jeśli chodzi o przestrzeganie zasad BHP. W niektórych firmach pracownik musi mieć własne narzędzia. U nas tak nie jest!

AP: – Czy dostrzega Pan potencjalne problemy, które mogą dotknąć Spółkę INFRA-PORT?

MK: – Przeraża mnie to, że bardzo dużo osób zbliża się tu do wieku emerytalnego. To może być wielki problem. (chwila ciszy). Gdy idę wzdłuż dawnego naszego ogrodzenia, to jest mi strasznie smutno i przykro, że  wszystko jest tak zaniedbane. Liście stare, sprzed trzech, czterech lat wciąż leżą, niesprzątnięte. Nie jest to w żadnym razie wina Spółki INFRA-PORT! To wina obecnego nadzorcy tamtego terenu.

AP: – Czy można było od początku inaczej pokierować Spółką?

MK: – Mając dzisiejsze doświadczenia, gdybym się znalazł w tamtej sytuacji, początków, to  pewne rzeczy można było inaczej zrobić, tak, żeby były też inne usługi. Mam na myśli spedycję międzynarodową, ale przed 1994 roku nie mieliśmy kontaktów zagranicznych, a  Zarząd Portu nie był tym zainteresowany. Wielkim błędem było też powołanie, w 2008 czy  2009 roku, (w 2009 r. dop. AP) na kolejnego prezesa, człowieka z politycznego nadania (w  Porcie rządziła wtedy PO), spoza branży. Zarząd Portu przyprowadził go, z zaskoczenia, i  na  walnym zebraniu wspólników postawił na swoim. Wspólnicy nie bardzo potrafili wtedy rozegrać tę  sytuację. Prezesem została wtedy osoba nieznana, bez doświadczenia. Walczyłem z nim potem o lepsze traktowanie ludzi. Na walnym tylko ja zabierałem w tej sprawie głos, inni się bali. To  tamten prezes zmniejszył o co najmniej pięćdziesiąt procent teren dzierżawiony przez nas od Zarządu Portu. Szkoda! Tam były piękne place, można byłoby składować kontenery jako nasza usługa odpłatna, dla innych podmiotów. Niestety, nie wyszło…

AP: – Jakie skutki przekształcenia dotknęły ludzi, którzy znaleźli się poza Portem, po przejściu do spółek?

MK: – Gdy byli zatrudnieni w Porcie, co roku były przeszeregowania, podwyżki, do tego premie, a gdy zostaliśmy spółką pracowniczą, to się to urwało, bo nie było nas na to stać. Dla  mnie okres przekształcenia i funkcjonowania w nowy sposób to był czas ciekawy; sporo się działo, a  bardzo to lubię. Teraz aktywnie wypoczywam na emeryturze, jestem studentem Uniwersytetu Trzeciego Wieku, realizuję swoją pasję jako fotograf. Nasze prace są wystawiane w różnych miejscach, między innymi na Onkologii na Golęcinie i w bibliotece Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego.

AP: – Jakieś dodatkowe uwagi na koniec naszej rozmowy?

MP: – Miło mi, że Firma nadal o mnie pamięta. Jako emeryt otrzymuję bony na Święta. Dostałem zaproszenie na obchody 25-lecia. Z  okazji jubileuszu życzę Spółce INFRA-PORT, by dalej trwała, by miała wspaniałych pracowników. Życzę też, by ich ciężka praca dawała im większe efekty, by można było odpowiednio wynagradzać i premiować pracowników.

AP: – Dziękuję za rozmowę.