25 lat: Tu mam swoje korzenie, to jest sentyment…

Data publikacji:

Tu są moje korzenie…
„ Czemu trzymam się tej firmy? Tu mam swoje korzenie, to jest sentyment…” Rozmowa z p. Januszem Chudziakiem, ślusarzem-spawaczem, od 25 lat związanym ze Spółką INFRA-PORT, w przeszłości członkiem Rady Nadzorczej jako przedstawiciel załogi.

Agnieszka Przybylska: -Dwadzieścia pięć lat w jednej firmie to długo?

Janusz Chudziak: – To spory kawałek życia! Czemu trzymam się tej firmy? Tu mam swoje korzenie, to jest sentyment. Zresztą, gdy zaczynałem, czasy były takie, że człowiek nauczony był trzymać się jednej pracy. Ja nigdy nie lubiłem zmieniać pracy. Ale tu nie ma monotonii. Tu się praca zmienia, raz to, a potem co innego się wykonuje; jest urozmaicenie, nie nudzi się tutaj człowiekowi. Jako brygadzista, i pracuję, i zarządzam grupą ludzi. Mam w  brygadzie na stałe 5 spawaczy-ślusarzy, i jeszcze innych 10 pracowników, w zależności od potrzeb. Jako brygadzista jestem takim jakby pośrednikiem, pomiędzy załogą, a kierownikiem.

AP: – Od kiedy pracuje Pan w branży portowej?

JCh: – To już ponad trzydzieści lat. Zaczynałem w 1987 roku w Porcie, w  Bazie Inżynierów Budowlanych, jako ślusarz – spawacz. Od 1994 roku jestem tu, gdzie teraz, w INFRA-PORCIE.

AP: – Był Pan w Porcie podczas strajku?

JCh: – Tak. W najtrudniejszym momencie, gdy weszło ZOMO, wszyscy prawie pouciekali, zostało nas tam tylko pięciu, dużo ryzykowaliśmy. Kobieta moja wtedy akurat była z małym dzieckiem w domu. Wśród naszej piątki był też Przemek, znaczy nasz obecny Prezes…

AP: – Co wtedy najbardziej ludzi bolało, czemu był strajk?

JCh: – Wtedy wszystko drożało, były ciągłe podwyżki, a pensje stały w miejscu. Ludzie zaczynali szumieć. Teraz, widzę, że są odznaczeni za strajk w 1988 roku, ci, co niekoniecznie byli bezpośrednio zaangażowani. A są tacy, co wtedy nadstawiali głowy, kiedy było najgorzej: gdy ZOMO stało pod PORTEM, a z drugiej strony pływała marynarka wojenna. Uważam, że to te osoby powinny dostać Krzyż Wolności…

AP: – Dzisiaj nie ma powodu do strajku…

JCh: – Dziś nie ma powodu, żeby strajkować, ale jeśli chodzi o pensje to stawki u nas nie są za wysokie, mogłyby być większe. Gdyby Port się nie podzielił, i gdybyśmy dalej pracowali w Porcie, dostawalibyśmy teraz więcej…
Pamiętam, jak był kryzys w naszej firmie, chyba w 2001 roku. Byłem akurat przewodniczącym „Solidarności”. Zrobiłem konsultacje z całą załoga i wtedy zawarliśmy umowę z Prezesem, że nie będziemy ludzi zwalniać, lecz obniżymy pensje i zrezygnujemy z „jubileuszówki” czyli nagrody z okazji jubileuszu. Potem zmniejszone były stawki za godzinę, zabrano „szkodliwe”, zwalniano też część ludzi… Wszystko po to, byle tylko ratować firmę.

AP: – Warto było Firmę uratować?

JCh: – Pewnie! Miejsca pracy są najważniejsze, żeby ludzie mogli pracować. A byli, już wtedy, tak jak dzisiaj, pracownicy, którzy pracowali „kupę” lat. Warto stawiać na takich pracowników, którzy mają doświadczenie. Teraz zresztą nie ma młodych do pracy. To był błąd, że polikwidowano szkoły zawodowe, a zostały licea.

AP: – Teraz szkolnictwo zawodowe odradza się, jako branżowe. To dobrze?

JCh: – Oczywiście! Już dawno trzeba było to zrobić. Praktyka jest bardzo ważna. Nie sprawdzają się szkoły tylko z teorią, po których dopiero trzeba się czegoś uczyć.

AP: – Gdyby Pan zaczynał dopiero zaczynał swoje życie zawodowe, co by Pan zmienił?

JCh: – No, chyba więcej szkoły, żeby bardziej podnieść kwalifikacje. Za młodu omijało się naukę. (uśmiech). A  można było pomyśleć o studiach, w kierunku technicznym. Kiedyś marzyłem, by pływać, jako marynarz. Zrezygnowałem, by mieć więcej czasu na życie. Wtedy rejsy były bardzo długie…

AP: – Co najbardziej ceni Pan w pracy?

JCh: – Ludzi, z którymi można na każdy temat porozmawiać, razem przemyśleć, omówić różne sytuacje. Nikt sam nie jest najlepszy we wszystkim… (chwila namysłu) Są takie sytuacje, szczególnie na nabrzeżach. Kiedyś na przykład w porcie, w Świnoujściu, były takie duże odbojnice, z tak „zapieczonymi” śrubami, że nie dawało się ich odkręcić. W końcu wspólnie wymyśliliśmy sposób. Odbojnice są bardzo ważne. Teraz stosujemy świetne odbojnice kołowe*. Działa to tak, że statek dobija, o one się przesuwają. Nie niszczą się, są bardziej trwałe niż odbojnice stałe. Opony wypełnia się linami parcianymi**, do tego dochodzi wałek gumowy i rura stalowa zamocowana na tarczach. Na ścianie nabrzeża są uchwyty, na których wiesza się te odbojnice. Kiedyś pracowałem w Niemczech. Niemiec mówił: robić tylko to, co kazali. Te rzeczy, które oni robili 5 dni, my byśmy zrobili w godzinę, lepszym sposobem. Ale było „Nein!”. My mamy mądrych ludzi i dobre rozwiązania…

AP: – Chodzi Pan po Firmie w swoim ubraniu roboczym…

JCh: – Tak jest. To jest bardzo dobre, ludzie mają ciuchy wyprane, chodzą czyści. Każdy pracownik dostaje od firmy trzy komplety odzieży: spodnie z kieszeniami na narzędzia, kalesony, koszulę, bluzę, czapkę i buty filcowe, do tego koszulka na lato. Te rzeczy i buty mamy do zdarcia, potem pisze się protokół zniszczenia i dostajemy następne. Chodzimy porządnie i czysto ubrani, bo brudny komplet dajemy do brudnika, dostajemy to potem wyprane, pocerowane, z przyszytym guzikiem czy wymienionym zamkiem. Ludzie są z tego zadowoleni, załoga wygląda jak całość, a nie każdy w innym ubraniu.

AP: – Co się tu zmieniło przez 25 lat?

JCh: – Zmieniają się prezesi, a system pracy jest taki sam, robimy te same prace, co kiedyś wykonywaliśmy. To co się poprawiło, to odzież, jak już mówiłem. No i sprawa delegacji: za poprzedniego prezesa były nam zabrane delegacje, a za Prezesa Nagórskiego są znowu przywrócone. Jak wyjeżdżamy do Świnoujścia i pracujemy dłużej, to dostajemy: po 10 godzinach połowę delegacji, a po 12 godzinach całą delegację, czyli pieniądze na wyżywienie. Za sprawą związków zawodowych wzrosła wartość bonów żywnościowych i bonów dla emerytów.

AP: – Co dalej będzie ze Spółką INFRA-PORT?

JCh: – Chciałbym, żeby ta firma się rozwijała i żeby ludzie godnie za swoją pracę zarabiali.

AP.: – Dziękuję za rozmowę.

*) odbojnice z opon staroużytecznych, zwane potocznie odbojnicami kołowymi (przyp. Red.)
**) w rzeczywistości chodzi o liny polipropylenowe i sizalowe (przyp. Red.)