25 lat: Od zawsze jestem hydraulikiem, to taka moja pasja

Data publikacji:

„Gdy myślę o emeryturze, Prezes mówi: – Nie puścimy takiego fachowca!” – rozmowa z  p.  Zbigniewem Sałacińskim, hydraulikiem wewnętrznym w Dziale Sanitarno-Budowlanym Spółki INFRA-PORT.

Agnieszka Przybylska: – Jak trafił Pan do Spółki INFRA-PORT?

Zbigniew Sałaciński: – W 1997 roku ściągnął mnie tutaj mój kuzyn, śp. Ryszard Dudzik, który był tu  brygadzistą. To był doskonały fachowiec i, trzeba powiedzieć, prawdziwy pracuś. Ciągnął naszą Firmę w sprawach hydrauliki zewnętrznej. Tak się złożyło, że gdy byliśmy w  delegacji w  Świnoujściu, paręnaście lat temu, jeszcze za pierwszego prezesa, Żytkowskiego, Dudzik miał zawał i zmarł na moich rękach. (chwila ciszy) Od zawsze jestem hydraulikiem, to taka moja pasja, chociaż wyuczyłem się zawodu mechanika maszyn i urządzeń okrętowych w szkole przy  Stoczni Remontowej „Gryfia”. Zaczynałem od dwunastego roku życia, pracując jako chłopiec, razem ze  śp.  Tatą. Wspólnie robiliśmy wszystkie tzw. fuchy. Tata miał swoje słabości, ale nauczył mnie pracowitości i miłości do rodziny. Z kolei w szkole zawodowej były trzy dni szkoły i trzy dni pracy, jeden uczeń – jeden robotnik. Tu nas uczyli rzetelności w  podejściu do pracy. Teraz mam już swoje lata, ale gdy myślę o emeryturze, Prezes mówi: – „Nie puścimy takiego fachowca!”

AP: – Jak ocenia Pan wasze zadania?

ZS: – Razem z kolegą odpowiadamy w Porcie ze wszystkie instalacje wewnątrz budynków: wodę, gaz, centralne ogrzewanie i „kanalizę”. Robimy wszystko; od budowy instalacji do konserwacji. Nasza praca jest wisząca i leżąca (uśmiech). W niektórych przypadkach są to instalacje CO na  wysokości 5 metrów, czasem trzeba się położyć na rurach. Nieraz zdarza się, że człowiek wyskoczy ze studni cały mokry. To znów pracujemy tam, gdzie jest bardzo gorąco: człowiek cały się spoci. Gdy wchodzimy do wodomierzy, jesteśmy potem bardzo pobrudzeni. Mamy co prawda 3  komplety ubrań roboczych i możliwość korzystania z prania firmowego, ale musielibyśmy tydzień czekać na wyprane ubrania, a tu czasem trzeba się dwa razy dziennie przebrać, gdy  idziemy wykonywać jakąś pracę do biur różnych spółek w gmachu Zarządu Portu, żeby nie iść tam w upapranej odzieży. Dlatego mamy w swoim pomieszczeniu własną pralkę i sami robimy sobie pranie, tak często, jak trzeba.

AP: – Wasza ekipa ma własny warsztat, tylko dla siebie?

ZS: – Można powiedzieć, że mamy, zrobiliśmy sobie ten warsztat z węzła ciepłowniczego. Niestety, kolejny, drugi prezes, jak szukał oszczędności (wszędzie, tylko nie u siebie!) pooddawał różne pomieszczenia, z których korzystał wcześniej INFRA-PORT: szatnie, warsztat spawalniczy, spawalnię, warsztat hydrauliczny. Oddał też garaże, i to jest złe, bo nie ma gdzie trzymać pojazdów, a auta WUKO powinny być zimą chowane. Przez tamte decyzje hydraulicy w ogóle nie  mają teraz warsztatu, tylko jakieś małe pomieszczenia, a nasze rzeczy muszą być przechowywane w różnych miejscach.

AP: – Co jest najtrudniejsze, w Pana pracy?

ZS: – Najtrudniejsze i najważniejsze było zdobycie wiedzy o tym wszystkim, co i gdzie tu jest. Trzeba było dokładnie to wszystko zapamiętać, co zakręcić, a co otworzyć, żeby nie poparzyć siebie i innych. Przydała mi się do tego wiedza z poprzedniego miejsca pracy, gdy byłem dyżurnym hydraulikiem w Zakładach Mięsnych, z tym, że tam było łatwiej, bo wszystko było na jednym miejscu, a tutaj urządzenia są rozrzucone. Przy hydraulice trzeba myśleć, bo  jak  nie, to można nieźle „nawywijać”. Byle kto nie nadawałby się do takiej pracy, jeżeli nie  zdołałby się tego wszystkiego nauczyć. Żeby przyuczyć kogoś nowego poprosiłem, by  zatrudniono kogoś odpowiedniego, kto ma chęć, a nie takiego, co tylko chce „odwalić” 8  godzin. Pracownik, który nie  ma o niczym pojęcia , to nie pomoc, ale tylko utrudnienie. To ważne, by przygotować swoich następców i żeby zdążyć to zrobić, nim odejdę na emeryturę. Kogoś nowego trzeba przyuczać przez kilka lat. Gdyby tu był tylko jeden węzeł, można byłoby to opisać na kartce i po prostu powiesić. Ale tu jest wszystko rozrzucone, tu jest to o wiele trudniejsze i wymaga ogromnej ostrożności. Do tego dochodzą jeszcze nowe technologie.

AP: – A rodzinnie nie ma chętnych do podtrzymania tradycji?

ZS: – Moi synowie się pokształcili, skończyli studia. Starszy jest informatykiem, a drugi jest inżynierem elektronikiem. Ten młodszy syn, za drugiego prezesa, próbował u nas pracować, ale  odszedł, bo nie został tu doceniony. Wtedy w ogóle dużo dobrych ludzi pozwalniano. Tu  się  wtedy cyrki działy, szkoda słów! Nawet pierwszego prezesa, Żytkowskiego, źle  tutaj potraktowano, gdy przestał być prezesem… Gdy nastał obecny, trzeci prezes, jest wreszcie spokój w  Firmie, nie ma takich nerwów, jak wtedy, nikt sobie do oczu nie skacze, ludzie się teraz uśmiechają. Trzeba też powiedzieć, że  zmieniło się zarabianie w Spółce w ostatnich latach. Dopiero teraz doczekaliśmy się trzech kolejnych odczuwalnych podwyżek. Cieszymy się z tych podwyżek, ale to jeszcze nie  jest to, czego by ludzie oczekiwali. Wiadomo, ludzie chcą za  konkretną, dobrą pracę, dostawać konkretne, dobre pieniądze. Są duże zaległości w tych sprawach, bo jak kiedyś dawniej nam tu  dawano o podwyżki: to były to groszowe sprawy, raz  to  nawet dostaliśmy tylko po 15 groszy! To śmiech na pustej sali! W Spółce INFRA-PORT nigdy dobrze się nie  zarabiało. Gdy przyszedłem może przez pierwszy rok było lepiej z zarobkami (czyli 1997-1998, dop. AP), dlatego wziąłem kredyt na samochód. A potem się urwało! Było tak źle, że  nie  mogłem spłacić kredytu. Okropne to było, dlatego i żona, i ja, postanowiliśmy, że  już  nigdy więcej nie weźmiemy żadnego kredytu, i  tego też nauczyliśmy nasze dzieci.

AP: – Co dobrego spotyka tu Pana teraz?

ZS: – Wreszcie jesteśmy doceniani, jako hydraulicy! No, i dostaliśmy samochód służbowy, akurat taki, o jaki prosiłem. Nowy! Ucieszyliśmy się, bo korzystaliśmy wtedy z wysłużonego starego opla, który był bardzo „dobity”, z wielką liczbą kilometrów; strach nim było jeździć. Wcześniej jeszcze mieliśmy tylko…rowery! Tak! Na nich musieliśmy jeździć i na nich wozić narzędzia, czasem nawet rury. Bywało tak, że rower załadowany maksymalnie, trzeba było iść i prowadzić, a  tu  śnieg, oblodzenie. Najgorzej, jak musiał człowiek wybrać się do Elewatora, to kawał drogi. Nieraz mieliśmy „wywrotki” z rowerem…Bardzo się cieszymy tym autem. Jak mówiłem, jest teraz dobra atmosfera, były trzy znaczące podwyżki za obecnego prezesa, od czasu do czasu dostajemy też  jakieś bony i jakieś 500 złoty na święta. W tych dniach jest mi smutno i przeżywam, że mój bardzo dobry kolega z pracy, też hydraulik, jak ja, Romek, jest chory i czeka na operację. Doskonale się rozumiemy i  świetnie nam się razem pracuje, z Romkiem. W razie potrzeby dobrze współpracuje się nam także z ekipą Waldka Grzegorzaka, od kanalizacji i z hydraulikiem Leszkiem Kupisem, który zastępuje teraz Romka.

AP: – Po pracy znajduje Pan czas i siły na radości życia?

ZS: – Tak, mamy wspaniałe wnuki! Jestem też zapalonym wędkarzem.

AP: – Czego życzy Pan Spółce INFRA-PORT na 25-urodziny?

ZS: – Życzę kolejnych 25 lat, w takiej atmosferze, jak jest teraz.

AP: – Dziękuję za rozmowę.