25 lat: Jak coś robić, to robić dobrze!

Data publikacji:

„Tak zostałem nauczony w domu. Ojciec mówił: Jak coś robisz, to rób dobrze!…” – rozmowa z  p.  Waldemarem Grzegorzakiem, monterem – konserwatorem sieci kanalizacyjnych, brygadzistą z  Działu Zaplecza Technicznego Spółki INFRA-PORT.

Agnieszka Przybylska: – Czym jest dla Pana miejsce, w którym Pan pracuje?

Waldemar Grzegorzak: – Port to dla mnie jakby firma „rodzinna”: w Zarządzie Portu pracuje moja żona i bratowa. Mnie i mojego starszego brata ściągnął tu mój wujek. Brat zaczął pracę w Porcie w 1974 roku, a ja w listopadzie 1976 roku. Na początku byłem w Portowej Straży Pożarnej; w 1988 roku przeszedłem do Bazy Inżynieryjno-Budowlanej. W BIB-ie (BIB: Baza Inżynieryjno-Budowlana, dop. AP) mieli wtedy nowy samochód: „beczkę” asenizacyjną i  szukali kierowcy. Zdecydowałem się, żeby tam przejść, ale na początku nie jeździłem wozem, tylko zrobiłem kursy na koparkę i jeździłem koparką. Potem dopiero zaczęła się robota związana z kanalizacją. To samo robię od 25 lat tutaj, w Spółce INFRA-PORT.

AP: – Wóz asenizacyjny kojarzy się zwykle z opróżnieniem szamba…

WG: – Nie dotyczy to Portu. Gdy zaczynałem, nie było oczyszczania ścieków i wszystko szło do osadników gnilnych, a stamtąd po wstępnym oczyszczeniu, do kanałów portowych. Teraz przepompownie fekalne pompują wszystko z kanalizacji fekalnej do Oczyszczalni Międzyodrze. Inaczej rozwiązany jest problem wód zaolejonych. Do kanalizacji deszczowej trafia nie tylko deszcz, ale i to, co spływa z drogi. Trzeba pamiętać, że zazwyczaj z każdego samochodu coś kapie. Do wody spływającej do kanalizacji deszczowej mogą trafiać zanieczyszczenia ropopochodne, zwłaszcza gdy jest awaria. Gdy zdarzają się awarie urządzeń dźwigowych (np. gdy pękają przewody hydrauliczne) może nastąpić wyciek oleju czy ropy, używanych jako płyny hydrauliczne np. w jednym dużym dźwigu może być nawet kilkanaście czy kilkadziesiąt litrów oleju hydraulicznego. Żeby zanieczyszczenia ropopochodne nie trafiały do wód kanału portowego, stosujemy na kanalizacji deszczowej piaskowniki lub separatory. Zanieczyszczenia ropopochodne w piaskownikach osadzają się na warstwie piasku, a  w  separatorach są wychwytywane przez kasety lamelowe i kasety koalescencyjne. To  kasety wielorazowego użytku, które są przez nas czyszczone i znów instalowane. Robimy to na dwa sposoby: wg przyjętego harmonogramu, albo, gdy jest taka potrzeba, częściej niż  to  wynika z harmonogramu. Ostatni etap to odebranie od nas wód zaolejonych przez współpracującą z nami firmę specjalistyczną.

AP: – Skąd wiadomo, że potrzebne jest dodatkowe czyszczenie kaset?

WG: – Ostatnio był taki przypadek na Czeskim (tj. na Nabrzeżu Czeskim, dop. AP): jedziemy, a  tu droga cała w oleju. Zaglądamy do separatora, a tam jest duża ilość oleju. Nikt nie zgłaszał awarii, a wiadomo, że na Czeskim jest duża baza sprzętu, z czegoś musiało wypłynąć to zanieczyszczenie, i to w dużej ilości. W takiej sytuacji zgłaszam to do Ochrony Środowiska.

AP: – Na co Pan szczególnie zwraca uwagę swojej brygadzie?

WG: – W naszej pracy musimy przede wszystkim zachować ostrożność przy czyszczeniu, pod ciśnieniem, kanalizacji. Mamy do tego dwa specjalistyczne auta: wóz asenizacyjny (obecnie czekamy na nowy, za pół miliona złotych) oraz samochód ciśnieniowy WUKO. Wpuszczamy do kanału dyszę, czy jak my mówimy, „kreta”, z wodą pod ciśnieniem stu pięćdziesięciu atmosfer, podaną z wozu WUKO. Drugi wóz, czyli beczka asenizacyjna, ściąga wypłukane zanieczyszczenia. Wystarczyłaby chwila nieuwagi, gdy nie usadowimy dobrze „kreta” w kanalizacji, on potrafi od razu wybić w górę, a to 150 atmosfer! Jako brygadzista bardzo na to zwracam uwagę swoim ludziom; wciąż im przypominam, żeby najpierw sprawdzić, czy wszystko jest odpowiednio ułożone. Tak samo, jeśli chodzi o wejście do studni, do separatora. Wchodzę tam z nimi, pokazuję, jak to należy robić, uczę ich norm bezpieczeństwa. Gdy jest studnia otwarta, podobnie, napominam ich. Młodzi są czasem rozkojarzeni, dlatego tak czuwam i tłumaczę za każdym razem: Najważniejsze nie jest, by zrobić szybko, ale żeby zrobić bezpiecznie i dokładnie. Trochę im ojcuję.

AP: – Jak wspomina Pan swoje początki w tej branży?

WG: – Moje spotkanie z kanalizacją, na samym początku było okropne (uśmiech). Miałem wtedy, pamiętam, wybrać szambo z holownika, a tu: odór, smród. Pomyślałem: – Nie dam rady, to nie dla mnie! Ale jak to przetrwałem i przetrwałem obsłużenie Centrali Rybnej, która była kiedyś na Heyki (brrr!), to pomyślałem: – Jak to człowiek przeżył, to już wszystko przetrzyma! Dzisiaj jest łatwiej, mamy czujniki gazu, mamy maski z pochłaniaczem, są ubrania jednorazowe, są też całe gumowe ubrania. Po pewnym czasie chyba też przestałem być na zapachy tak wrażliwy.

AP: – Czuje się Pan potrzebny w Spółce INFRA-PORT?

WG: – Tyle lat minęło. To ciekawa praca. Chyba jako jedyny znam cały układ systemu kanalizacyjnego w naszym porcie. Dzięki mojej wiedzy dokonywane są poprawki na planach. Zauważam też i zgłaszam miejsca, gdzie jest zarwana kanalizacja, czyli że jej tam po prostu nie ma. Tutaj, w Firmie, spotykam bardzo dobrych pracowników, z którymi w razie potrzeby możemy współpracować; to hydraulicy: Kupis, Sałaciński i Szabela. W pracy mam taką zasadę, gdy mam coś wykonać, to staram się zrobić to jak najlepiej. Tak zostałem nauczony w domu. Ojciec mówił: „Jak coś robisz, to rób dobrze!”. Tego się trzymam.

AP: – Dziękuję za rozmowę.